Co tu napisać o sobie, „koń jaki jest każdy widzi”, chciałoby się rzec… a tu jednak nie widzi, praktycznie nikt nie widzi, jaki ten koń jest.

Jestem to potężne słowo, powiem zatem uważnie: Jestem Sobą i Tobą. Nie jestem mężczyzną, mieszkańcem, przechodniem, są to tylko role, które przyjmuję czasowo. Tak, czasowo, w tym czasie, który wydaje się nieubłaganie płynąć, w tym czasie, którego jak wierzysz zatrzymać nie umiesz. Tak, wierzysz, że nie możesz, bo wiesz, że możesz.

Jestem jest najtrafniejszą, a raczej w zupełności wystarczającą i jednocześnie pełną definicją tego, czym jestem. Nie doszukujcie się to nawiązania do kartezjańskiej myśli; zdecydowanie nie jestem swoimi myślami, a moje myśli są elementem procesu tworzenia, którym jestem.

Na pierwszym miejscu Kocham, na pierwszym miejscu – Siebie. Wciąż uczę się kochać siebie, mogę i nauczyć Ciebie kochać siebie. Kocham siebie, bo to tak ważne: wychodzić z siebie z pozycji pełni, a nie braku. Braku lgnącego do miłości, miłości której nigdy nie znajdziesz na zewnątrz. Kocham siebie, bo jedynie będąc miłością, miłość jestem w stanie dawać, a dawanie miłością bezwarunkową się staje nie oczekiwaniem jej.

Jestem równowagą, równowagą nocy i dnia, żeńskiej i męskiej mocy. Tej, która chce do środka i Tego, który chce wyjść. Jestem równowagą której się uczę, równowagą, bez której moje myśli sprawiają wrażenie, że stają się mną, a ja nabieram w lęku potrzebę identyfikacji i staje się kimś. I chciałbym biec, uciekać, ale staję, staję bo w ciszy jest prawda, miłość i równowaga… Światło.